Sainz zdziwiony brakiem kary dla Lindblada: Mnie nigdy nic nie uchodziło na sucho

X/Williams
Sędziowie FIA nadal podejmują kontrowersyjne decyzje w sezonie 2026. Sporne i kontrowersyjne rozstrzygnięcia prawdopodobnie zawsze będą częścią Formuły 1. W tym przypadku problem polega jednak na tym, że sędziowie zdają się całkowicie ignorować niektóre incydenty.
Kolizje w czołówce przyciągają znacznie więcej uwagi, podczas gdy walka na końcu stawki najwyraźniej nie ma znaczenia. To tendencja, którą obserwujemy od dawna. Sędziowie wyraźnie oceniają incydenty w zależności od tego, w której części stawki do nich dochodzi, ale równie wyraźnie biorą też pod uwagę ich konsekwencje.
Nie tak powinno to wyglądać. Kolizjom i incydentom należy poświęcać tyle samo uwagi niezależnie od tego, czy walka toczy się o pierwsze, czy ostatnie miejsce. Nie powinno się ich również oceniać przez pryzmat konsekwencji. Wygląda jednak na to, że te zasady zignorowano przy ocenie incydentu między Carlosem Sainzem a Arvidem Lindbladem na starcie Grand Prix Stanów Zjednoczonych.
„Dziwię się, że uszło mu to na sucho, bo przecież spycha kogoś na ścianę i stwarza sytuację, która mogła doprowadzić do bardzo poważnego wypadku” — powiedział Sainz. „W porę odpuściłem, ale mocno uszkodziłem przednie skrzydło, co utrudniło mi jazdę w pierwszym stincie. Do tego doszedł oczywiście długi pit stop z powodu wymiany przedniego skrzydła — dodatkowe siedem, osiem sekund”.
„Potem udało mi się odrobić straty i przez resztę wyścigu jechałem już przyzwoitym tempem. Tak więc szkoda tego, co stało się na starcie, bo ucierpiało na tym pierwsze okrążenie i pierwszy stint, ale jest, jak jest” — powiedział Sainz.
Sainz uszkodził przednie skrzydło w kontakcie z Lindbladem i postanowił wymienić je podczas pierwszego zaplanowanego pit stopu. Williams realnie nie miał szans na zdobycie punktów, ale nie powinno to mieć dla sędziów żadnego znaczenia przy ocenie incydentów. Lindblad zrujnował wyścig rywala, a mimo to nawet nie wszczęto w tej sprawie dochodzenia. Nie pojawiło się zatem żadne oficjalne wyjaśnienie, dlaczego sędziowie zdecydowali się nie nakładać kary.
„Wszyscy reprezentujemy bardzo wysoki poziom” — kontynuował Sainz, który sam spowodował w tym sezonie kilka nieprzyjemnych incydentów, do czego się przyznał. „Po prostu czasem komuś przytrafi się słabszy moment, co w F1 zdarza się od zawsze”.
„Moim zdaniem Arvid może zbyt mocno mnie naciskał, ale każdemu z nas zdarzyło się raz czy dwa przesadzić. Dziwi mnie to, że kiedy ktoś przesadza, uchodzi mu to na sucho. Ilekroć ja przesadziłem, nigdy nie uszło mi to na sucho. Dziwię się, że komuś się to upiekło, bo tam przy ścianie zrobiło się naprawdę niebezpiecznie” — dodał hiszpański kierowca.