Verstappen z ironią o Ferrari: Mają dwóch kierowców numer jeden i dziś kosztowało ich to zwycięstwo

Getty Images / Red Bull Content Pool
Red Bull potrafi wygrywać nawet wtedy, gdy nie ma najszybszego samochodu na torze. Widzieliśmy to w ubiegłym roku i widzimy ponownie w tym sezonie. Główna w tym zasługa fenomenalnego Maksa Verstappena za kierownicą. W Meksyku otrzymał jednak sporą pomoc od Ferrari. Gdyby w Formule 1 notowano asysty – jak w hokeju na lodzie czy koszykówce – Charles Leclerc z pewnością zapisałby jedną na swoim koncie przy zwycięstwie Maksa Verstappena w Meksyku.
Czterokrotny mistrz świata był gotowy wykorzystać kolejną wpadkę Ferrari. Nawet sam Verstappen dostrzegł komizm całej sytuacji i podczas wywiadu po wyścigu nie mógł się powstrzymać przed posypaniem solą ran Scuderii.
„Bardzo się cieszyłem, że zobaczyłem ostatnie okrążenie” – powiedział Verstappen z uśmiechem po wyścigu. „Myślę, że to był bardzo trudny wyścig. Jako zespół zrobiliśmy wszystko dobrze. Podejmowali właściwe decyzje, również tę o zjeździe do boksów razem z Charles’em, i dzięki temu znaleźliśmy się przed nimi”.
„Myślę też, że dzisiaj skorzystaliśmy na… wewnętrznych pojedynkach Ferrari, chyba tak to można nazwać?” – zapytał Max z szerokim, ironicznym uśmiechem, w zamyśleniu drapiąc się po brodzie. Wyraźnie miał ochotę opisać zachowanie kierowców Scuderii zupełnie innymi słowami, ale poprzestał na tej sarkastycznej ocenie.
„Obaj są kierowcami numer jeden, więc oczywiście zawsze walczą na całego, prawda? Ale myślę, że dzisiaj kosztowało ich to zwycięstwo” – dodał bez ogródek Verstappen.
Dla Maksa weekend w Meksyku i cała druga połowa sezonu są bardzo obiecujące w kontekście przyszłości. Ma pełne wsparcie Red Bulla i praktycznie nie popełnia błędów. Jest też inna imponująca statystyka: od wyścigu w Barcelonie Verstappen zdobył zaledwie sześć punktów mniej niż Antonelli(!). Red Bull wyraźnie idzie w górę, a w Maksie ma kierowcę, który za każdym razem potrafi wywalczyć najlepszy możliwy wynik.
Po tak mocnej drugiej połowie sezonu czterokrotny mistrz z pewnością będzie jednym z głównych kandydatów do tytułu w 2027 roku. „Nigdy nie wiadomo też, co inne zespoły przygotują przez zimę. Ale wiemy, że po naszej stronie jest wiele obszarów, które chcemy poprawić. Mamy pewne pomysły na przyszły rok i mam nadzieję, że się sprawdzą” – powiedział Verstappen.
„Ostatnie weekendy były znacznie bardziej obiecujące. Nigdy nie sądziłem, że wygram w tym roku trzy wyścigi, więc myślę, że to duży bonus. I właśnie to będziemy starali się robić do końca: poznawać ten samochód, sprawdzać, gdzie są jego słabe punkty, i próbować je wyeliminować na przyszły rok” – dodał Max.
W Meksyku z bliska obserwował koronację Kimiego Antonellego. Wiadomo, że młody Włoch podziwia kierowcę Red Bulla, a obaj zaprzyjaźnili się w ciągu ostatnich dwóch lat. Sam Kimi przyznał w ubiegłym roku, że poprosił Maksa o radę, a ten chętnie mu jej udzielił.
„Dokonać czegoś takiego w swoim drugim sezonie… Można powiedzieć, że na przestrzeni całego sezonu mieli najlepszy pakiet. Mimo to uważam, że na tle zespołowego kolegi wykonał niesamowitą pracę” – chwalił kierowcę Mercedesa Verstappen.
„Z własnego doświadczenia wiem, że w drugim sezonie wciąż jest mnóstwo niewiadomych. Czasami to dobrze, bo dzięki temu jeździsz swobodnie, ale jednocześnie łatwo też popełniać błędy, a on ich nie popełniał. Myślę, że to bardzo imponujące i właśnie dlatego zasługuje na to mistrzostwo” – dodał Max.