Silniki znów w ogniu krytyki po GP Meksyku: Nigdy nie widzieliśmy w tym sporcie niczego gorszego

X/Ferrari
Wyprzedzanie w Meksyku zawsze było trudne. Duża wysokość nad poziomem morza i problemy z przegrzewaniem jednostek napędowych oraz hamulców zmuszają inżynierów do trudnych kompromisów przy ustawianiu bolidów. Nie inaczej było w tym roku, ale FIA dolała oliwy do ognia przepisami, które jeszcze bardziej utrudniły wyprzedzanie.
FIA próbuje łagodzić krytykę nowych jednostek napędowych, wprowadzając rozmaite ograniczenia, które uniemożliwiają zespołom konfigurowanie silników według własnego uznania. Wadliwa koncepcja superclippingu skłoniła federację do próby spłaszczenia krzywej prędkości na końcach długich prostych. Zamiast zwalniać i redukować biegi, bolidy przyspieszają znacznie słabiej, a ich prędkość na końcach długich prostych stabilizuje się na poziomie około 320 kilometrów na godzinę.
W rezultacie bolidy nie zwalniają na końcach prostych i nie wyglądają już tak kuriozalnie. Problem w tym, że na torach takich jak ten w Meksyku rozwiązanie to całkowicie uniemożliwiło wyprzedzanie. „Tutaj nie da się wyprzedzać” – westchnął Lewis Hamilton po niedzielnym wyścigu.
„Myślę, że FIA musi się tym [zająć]. Jest po prostu dość kiepsko i jestem pewien, że koledzy się ze mną zgodzą. Na końcu prostej mamy to ograniczenie, przez które nie da się przekroczyć pewnej prędkości, więc wszyscy po prostu jadą jeden za drugim” – kontynuował siedmiokrotny mistrz świata.
„To kompletnie niedorzeczne, kiedy jedziesz za kimś w cieniu aerodynamicznym i masz trochę więcej mocy. Powinieneś móc przekroczyć tę granicę, żeby mieć szansę na wyprzedzenie. Silnik pozwala jechać szybciej, ale wprowadzono te głupie ograniczenia. To chyba najgorsza charakterystyka pracy silnika, jaką kiedykolwiek mieliśmy w tym sporcie, i nie sprzyja dobremu ściganiu. Niestety, pewnie dlatego nie widzieliście dziś zbyt wielu manewrów wyprzedzania” – dodał rozczarowany Hamilton.
Duża wysokość nad poziomem morza i problemy z chłodzeniem już same w sobie wystarczająco utrudniają wyprzedzanie w Meksyku. W trakcie weekendu bolidy wyglądały tak, jakby osiągały limit obrotów silnika i nie mogły już dalej przyspieszać. W połączeniu z koniecznością chłodzenia silników i hamulców prowadziło to do ogromnej frustracji.
„Oczywiście starty były fajne, ale na tym torze bardzo trudno jechać za [innymi bolidami] ze względu na rozrzedzone powietrze i niewielki docisk. Dałem z siebie wszystko, żeby zbliżyć się do Maksa” – kontynuował Hamilton.
„Nie wiem, czy trzeba zmienić ostatni zakręt, bo jest bardzo szybki. Nie wiem, może dałoby się jakoś zmienić tor, żebyśmy mogli trochę lepiej się ścigać. Ale to, że wszyscy mają w tym roku ten [clipping], tylko zmniejsza szanse na taką rywalizację” – dodał Lewis.
Wygląda na to, że FIA musi wrócić do punktu wyjścia i znaleźć lepszy kompromis między superclippingiem, ściganiem w stylu jo-jo a wykorzystaniem energii. Być może jeszcze lepiej byłoby zrezygnować z tych silników i zacząć zupełnie od zera.




