Przejdź do treści
Charles LeclercFerrariGrand Prix Meksyku 2026

Woli utrudniać życie koledze z zespołu niż Verstappenowi: Hamilton nie rozumie podejścia Leclerca

Lewis Hamilton
©

Julien Delfosse / DPPI

Udostępnij
Udostępnij

W motorsporcie mówi się, że partner z zespołu to pierwszy rywal, którego trzeba pokonać. Lewis Hamilton zgadza się jednak z opinią, że Charles Leclerc posuwa się w tym nieco za daleko. Nawet po tylu latach Monakijczyk się nie zmienił — paradoksalnie to właśnie jego zespołowym partnerom najtrudniej się z nim ścigać.

Charles Leclerc nie pojawił się na torze w czwartek po narodzinach córki Bianki, ponieważ chciał spędzić jak najwięcej czasu z rodziną. Do Brazylii dotarł dopiero po zakończeniu czwartkowego programu, podobno tym samym samolotem co szef zespołu Frédéric Vasseur. W efekcie tylko jeden z kierowców Scuderii odpowiadał na pytania mediów.

Lewis Hamilton został zapytany między innymi o to, czy również zauważył, że Leclerc walczy z własnymi partnerami zespołowymi ostrzej niż z kierowcami konkurencyjnych ekip. „Tak. Widzę to samo co wy. W Singapurze był już całkowicie po wewnętrznej przed pierwszym zakrętem, wywalczył prowadzenie i odpuścił” — powiedział, wspominając niezdecydowany atak Leclerca na Maksa Verstappena.

Tymczasem jego pojedynki z Hamiltonem przypominają walkę gladiatorów na śmierć i życie. „To zdecydowanie wyglądało inaczej. Ale jeśli spojrzeć na jego partnerów zespołowych, z Sebastianem [Vettelem] było tak samo. Z Carlosem [Sainzem] również”.

Właśnie o tym Hamilton chce porozmawiać. Pierwsze spotkanie w tej sprawie ma odbyć się na torze już w piątek. Być może pomoże rozładować frustrację, która narastała u Hamiltona w ostatnich tygodniach.

„Oczywiście byłem sfrustrowany i nadal jestem” — przyznał siedmiokrotny mistrz świata. „Musimy więc porozmawiać. Zrobimy to, kiedy będzie na to czas. Mieliśmy szansę odnieść zwycięstwo dla zespołu. Zespół wykonał w tym roku fantastyczną pracę, wprowadzając poprawki, i uważam, że spisał się niesamowicie. W ostatnich trzech czy czterech wyścigach zdobyliśmy więcej punktów niż jakakolwiek inna ekipa. Spokojnie mogliśmy wywalczyć dublet, więc zdecydowanie musimy popracować nad tym, żeby taka sytuacja się nie powtórzyła”.

Nie wszyscy jednak popierają podejście Hamiltona. Wśród krytyków doświadczonego Brytyjczyka znalazł się niemiecki ekspert Ralf Schumacher, któremu pełne złości komunikaty radiowe kierowcy przywodziły na myśl Ala Capone. Nie spodobało mu się również to, że Hamilton domagał się surowszej kary dla własnego partnera zespołowego.

Brytyjczyk zapewnił jednak, że taka krytyka nie powstrzyma go przed próbami uczynienia z Ferrari zespołu zdolnego do zdobycia mistrzostwa. „Tak naprawdę nie obchodzi mnie, co inni sądzą o moich słowach. Nie ukrywam emocji i mówię to, co w danej chwili czuję” — powiedział, wyjaśniając swoją złość przez radio. „Widziałem, że ktoś mówił, iż moje wypowiedzi są wykalkulowane. Chcę na to odpowiedzieć, że podczas wyścigu tętno wynosi około 170 uderzeń na minutę. Jedziesz z prędkością 200 mil na godzinę. Nie masz czasu kalkulować, co powiedzieć, ani zastanawiać się, co napiszą media. Nie myślisz o tym”.

„Oczywiście czasami mówi się rzeczy, których później można żałować, ale ja nie żałuję i nigdy nie będę przepraszał za to, że jestem autentyczny i szczery. Nie dam się uciszyć. Nigdy nie dałem się uciszyć. Nikt [z zespołu] nie prosił mnie, żebym nic nie mówił, i tak właśnie jest” — oświadczył.

Poza Schumacherem również sam Leclerc zdaje się mieć problem z podejściem Hamiltona. Monakijczyk może przecież czuć, że nowy kierowca próbuje odebrać mu pozycję lidera zespołu, który przez lata pomagał budować.

„Jest tu od dawna. Osiem lat i dziewięć zwycięstw z zespołem” — zauważył Hamilton, a jego słowa zabrzmiały jak dość uszczypliwa uwaga. „Ma bardzo mocną pozycję w zespole i wiedziałem, że to będzie wyzwanie. Zawsze to szanowałem. Dołączając do zespołu, naprawdę ciężko pracowałem nad zbudowaniem dobrych relacji z Charles’em, zbliżeniem się do niego i zadbaniem o to, byśmy zgodnie i ciężko razem pracowali. Zawsze starałem się okazywać szacunek”.

Kiedy jednak coś nie działa, trzeba to zmienić. Hamilton chce sprawdzić każdą możliwość poprawy sytuacji w Ferrari. Po niemal 20 latach bez tytułu zespół potrzebuje nowego impulsu, ale nie wszyscy dobrze czują się ze zmianami. „Oczywiście nie jest łatwo, gdy do zespołu przychodzi ktoś taki jak ja, bo mówię otwarcie i nieustannie naciskam. Domagam się tak wielu zmian” — dodał. „I będę domagał się kolejnych. Dopóki tu jestem, tak właśnie będzie”.

„Jestem tu, żeby wygrywać, a żeby móc wygrywać, trzeba współpracować ze wszystkimi wokół. Trzeba naciskać i ja muszę to robić. Sam też potrzebuję, by inni mnie mobilizowali, żebym wchodził na wyższy poziom. Wszyscy zawsze możemy się rozwijać i być lepsi. Naprawdę wierzę, że ten zespół może w przyszłym roku walczyć o mistrzostwo” — powiedział, kończąc rozmowę w pozytywnym tonie.